Groteska i wampir
Film, który już pewnie
większość z Was widziała, jedna z najciekawszych i najoryginalniejszych
produkcji wampirycznych ostatnich lat. To również jeden z nielicznych
filmów azjatyckich poruszających tematykę wampirów, jakie miałam okazję
zobaczyć - a już na pewno spośród nich najlepszy. Nie bez znaczenia jest dla mnie fakt, że odpowiada za niego najsłynniejszy koreański reżyser Chan-wook Park, którego
dzieła wysoko cenię i polecam wszystkim zmęczonym popkulturową papką
Zachodu (czyt. USA). Są to filmy nie tylko mistrzowsko zrealizowane, ale
też na swój sposób świeże i oryginalne. U Parka szczególnie pociągają mnie
ciemne, nasycone barwy, tworzące bogate, wręcz barokowe scenerie i wnętrza. U niego każde
ujęcie to osobne dzieło sztuki. Sposób prowadzenia kamery, muzyka, gra światła i cienia - wszystko to składa się na perfekcyjnie
dopracowany obraz, który oszałamia, mami nas formą i stylem.
Dosłownie: Park hipnotyzuje obrazem. Od strony wizualnej Bakjwi to prawie majstersztyk. Piszę "prawie", Park bowiem osiągnął prawdziwe apogeum swych możliwości dopiero w późniejszym filmie Stoker
(mam tu na myśli wizualny, plastyczny wymiar). Z
innych jego dzieł mogę polecić najbardziej znaną Trylogię Zemsty, na
którą składają się Pan Zemsta, Oldboy i Pani Zemsta. Są to z pewnością obrazy warte obejrzenia, dalekie od kina wampirycznego, przez dojrzałego widza uznanego zwykle za niepoważne i niewarte uwagi.
Cóż, widz ten na ogół nie myli się - tak jest, aczkolwiek nie zawsze, a Bakjwi jest tego najlepszym przykładem.
Wracając do filmu - Krzysztof
Gonerski w swojej książce Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy
tak oto przedstawia tę koreańską produkcję:
Obraz twórcy Oldboya jest rewelacyjnie
sfilmowany, a historia, którą opowiada, daleka od banału i utartych
schematów. Rozczarowani będą jednak ci, którzy oczekują po tym filmie
rasowego horroru. Ten został zepchnięty na drugi plan przez historię
tragicznego miłosnego trójkąta, w której możemy dostrzec podobieństwa do
głośnej francuskiej powieści "Teresa Raquin" (1867) Emila Zoli.
Przypomnijmy, że w dziele francuskiego pisarza tytułowa bohaterka
wspólnie ze swym kochankiem Laurentem zabijają chorowitego męża Teresy -
Kamila, pozorując jego śmierć. Po tym zdarzeniu, mimo iż nikt nie stoi
na przeszkodzie ich miłości, nie potrafią jednak zaznać szczęścia,
dręczeni przez wyrzuty sumienia i senne koszmary. [...]
Jak na horror, a raczej dramat, wampiryczny obraz Parka jest propozycją
absolutnie zaskakującą. Jego głównym tematem jest bowiem konflikt -
konflikt między katolicką religią, nakazującą cielesną czystość, a
nieodpartymi pragnieniami ciała, konflikt między sumieniem a pierwotnymi
instynktami i wreszcie konflikt między moralnością a osobistym
szczęściem. Tego rodzaju problematyka nie zdarza się w
skonwencjonalizowanym horrorze o wampirach, chyba żeby ograniczyć horror
do drugorzędnego dodatku. Trochę szkoda, ale być może inaczej Thirst nie byłby tak niezwykłym filmem.
źródło: Krzysztof Gonerski Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy,
Wydawnictwo Kwiaty Orientu 2010, s. 245-246
Szerszą recenzję Gonerskiego możecie znaleźć w jego blogu poświęconym horrorowi azjatyckiemu Strach ma skośne oczy. Gonerski podkreśla w niej to, na co zwróciłam uwagę i
ja, a mianowicie że Bakjwi jest filmem
groteskowym, łączącym w sobie tragedię i komizm, love story i horror, absurd i dramat rodzinny, brzydotę z pięknem. Bakjwi
posiada wszelkie atrybuty groteski i to jest też najczęściej temu
filmowi zarzucane - że zawarty w nim komizm nie pasuje do reszty. Z tym akurat nie mogę się zgodzić. Lubię groteskę i ten rodzaj estetyki
mocno do mnie przemawia. Jeśli ktoś odrzuca ten film, ponieważ spodziewał się rasowego horroru lub dramatu z elementami grozy, a otrzymał dziwny gatunkowo melanż, po
prostu nie gustuje w tego typu stylistyce. I tyle. Bo zarzucić obrazowi
Parka groteskę jest równorzędne z narzekaniem na komedię, bo jest
zabawna.
Park porusza w swym filmie dylematy moralne bliskie religii chrześcijańskiej: czystości i zdrady, grzechu i winy, a także wielowymiarowego konfliktu między sacrum a profanum. Katolicki ksiądz staje się w nim potworem, w którym budzą się bezbożne żądze - tytułowe pragnienie. Pragnienie seksu i krwi, które dyktuje mu nowy, silny imperatyw: instynkt. Przeciw niemu zwrócone jest inne antagonistyczne pragnienie - zachowania moralnych zasad, zgodnych z religią i posługą kapłańską. Wampir-ksiądz
staje się również (albo i przede wszystkim) wiarołomcą, podczas gdy fanatyczny tłum dostrzega w
nim świętego dotkniętego przez Boga, czyniącego cuda uzdrowiciela. Kapłan Sang-hyeon w końcu ulega mrocznym żądzom i stawia na kompromis, lecz, jak dobrze wiemy, kompromis jest tylko łagodnym obliczem hipokryzji. Scena jego pierwszego zbliżenia z Tae-joo jest niezwykle sugestywna, a w miarę rozwoju akcji atmosfera między tą parą coraz bardziej gęstnieje. Może podejmowana w kinie tematyka seksualności katolickiego księdza nie budzi już dzisiaj tak histerycznego oporu jak jeszcze w latach 90., lecz nie ukrywajmy, że w naszym kręgu kulturowym nadal jest to pewne tabu. I po raz kolejny to, co jednych w tym obrazie zniechęci, dla innych może wydać się zaskakująco atrakcyjną wisienką na torcie.








Podobieństwa tej koreańskiej produkcji do Teresy Raquin Zoli są rzeczywiście uderzające. Historia stara jak świat - żona, która nakłania swojego kochanka do pozbycia się męża, gdyż stoi on na drodze do ich wspólnego szczęścia. A potem miało być tak pięknie, lecz wyszło jak zwykle. Jaką rolę w tym wszystkim pełni Tae-joo? Na pierwszy rzut oka to tylko atrakcyjna lecz zahukana kura domowa, jej postać jednak szybko ewoluuje i z nieszczęśliwej, zdominowanej przez męża-fajtłapę i jego zaborczą matkę żony przeradza się w prawdziwą femme fatale. Początkowo jest to postać, której współczujemy, darzymy ją nawet sympatią. Z czasem zaczynamy dostrzegać w niej coraz więcej rys, które kształtują nam obraz zepsucia pod powierzchnią uległej bezsilności. Tae-joo manipuluje naiwnym kapłanem, odkrywającym dopiero własną seksualność i cielesność. Gdyby nie on, znalazłaby pewnie innego wybawcę na białym koniu, który wyrwałby ją z marazmu i małżeńskiej niewoli. Jej związek z Sang-hyeonem daleki jest wszakże od idylli, zatruty poczuciem winy kochanka. Tae-joo wyzbyta jest tego rodzaju moralnych blokad. To drapieżne zwierzę, które po opuszczeniu znienawidzonej klatki cieszy się swą kobiecością i wolnością. I bez wstydu czy wyrzutów sumienia czerpie z nich pełnymi garściami.
Nie jestem przekonana, którą wersję Bakjwi mogłabym polecić: szerzej dostępną, trwającą 133 minuty, czy reżyserską. Pierwszej niczego nie brakuje i stanowi, mogłoby się wydawać, zamkniętą, dobrze skonstruowaną całość. Z drugiej strony, prawie kwadrans ekstra w directors cut robi dużą różnicę. Niektóre wątki są tam mocniej wyeksponowane, pojawiają się też sceny, które rozwijają pomysły w okrojonej wersji ledwie zasygnalizowane. Czy jednak są one potrzebne? Trochę zmieniły mój odbiór całej historii. Bohaterowie stali się bardziej wyrachowani, ich perypetie przejaskrawione. A czy przeciętny widz zniesie takie stężenie groteski? Jak już wspomniałam, dodatkowe sceny wyjaśniają pewne sytuacje, które w krótszej wersji mogą zdawać się niedopracowane lub niejasne. Lecz czy obraz dzięki temu jest lepszy? Nie sądzę.
Film z pewnością skierowany jest głównie do tych, którzy gustują w kinie wampirycznym, otwartych na nowe rozwiązania, dla których Vlad z Transylwanii to niekoniecznie jedyna właściwa wizja krwiopijcy. Również do miłośników takiej a nie innej stylistyki, których nie zohydzą naturalistyczne sceny żerowania, pulsującej krwią rany itp. Może i całość obrazu jest wystylizowana - ale nie wyidealizowana. W Bakjwi krew nie jest romantycznym rekwizytem i nikomu nie dodaje uroku.
Co ciekawe, Koreańczycy wyraźnie zasmakowali w kinie wampirycznym. Ale o tym innym razem.
PRAGNIENIE
Tytuł oryginalny: Bakjwi
Tytuł alternatywny: Thirst
Produkcja: Korea Południowa, 2009
Reżyseria: Chan-wook Park
Scenariusz: Seo-Gyeong Jeong, Chan-wook Park
Obsada:Kang-ho Song, Ok-bin Kim, Ha-kyun Shin, Hae-suk Kim